Ruda Śląska - portal miejski RudaSlaska.com.pl

Wiadomości z Rudy Śląskiej

Autostopem na wakacje

  • Dodano: 2012-07-02 15:30, aktualizacja: 2015-10-01 14:22
Aleksandra Szwedo ma 26 lat, jest studentką germanistyki, urodziła się w Bielszowicach, a do Kochłowic wróciła z sentymentu po latach mieszkania w Niemczech. Ma szerokie pole zainteresowań: gra w siatkówkę, chodzi po górach i ma słabość do podróżowania na stopa. 
 
 
Dlaczego wróciłaś do Rudy Śląskiej?
Wróciłam, ponieważ byłam tutaj rok na wymianie w drugiej klasie liceum i bardzo mi się podobało. Poznałam dużo ciekawych ludzi, m.in. ekipę, z którą teraz podróżuję. Po wymianie wróciłam do Niemiec i powiedziałam rodzicom, że kończę maturę i chcę wrócić do Polski, uparłam się na Kochłowice. Moja mama jest z Rudy Śląskiej, a tata z Bytomia. Większość języka, jaki słyszałam od nich to gwara śląska. Po przyjeździe tutaj mój język polski nie był najlepszy i nauczyciele tylko skomentowali, że muszę trochę popracować nad nim. 
 
 
Jak zaczęło się Twoje podróżowanie?
Pewnego dnia przyszedł do mnie mój przyjaciel Nono i zapytał czy jestem „człowiekiem gitem” i czy mam gdzieś wszystkie zasady? To było we wrześniu 2007 roku. Zapytałam tylko bo co? Na co on powiedział, że jedziemy stopem do Grecji. Pakuj się, Szyszka już wie i też jedzie. Akurat mieszkała u mnie chwilowo znajoma Sonia, której oświadczyłam, że nie będzie mnie przez tydzień. Oczywiście była zaskoczona tą spontaniczną decyzją. Jak się okazało, nie dotarliśmy wtedy do Grecji, lecz do Czech, czyli Brno, później jeden dzień spędziliśmy w Wiedniu. Z Austrii nie dało się wyjechać, tam nikt nie lubi autostopowiczów, każdy to potwierdza. Nikt tam nie chce zabierać, więc były trudności z wydostaniem się. Po drodze jeszcze Szyszka wypadł z auta, bo pani ruszyła zanim zdążył wejść. Byliśmy wtedy nad Balatonem i w Budapeszcie. Cała ta podróż trwała tydzień i wyszła nas 40 euro za trzy osoby. Bardzo nam się to spodobało.
 
 
Czy ludzie, których spotykaliście byli przyjaźni?
Wszyscy byli przyjaźni. Przeważnie podróżnicy przyjmują podróżników. W Wiedniu ugościli nas Polacy, w Austrii pan inżynier, który zobaczył kulejącego Szyszkę i zrobił nam jedzenie. Miał w domu taki gigantyczny gong, gdyż uważał, że każdy prawdziwy inżynier, powinien mieć swój własny gong, który sam zrobił. Dostałam od niego flakon perfum. Na Balatonie mieszkaliśmy u takiego wariata, który słuchał w aucie non stop jeden kawałek AC/DC. Spotyka się naprawdę fajnych ludzi, poznaje się ich historię. Tak to się zaczęło.
 
 
Nie baliście się?
Nie. Być może wynika to z wcześniejszych doświadczeń. 
 
Damaszek
W 2008 roku byliśmy w Syrii, Jordanii i Damaszku. Mieliśmy jechać większą ekipą, ale wszyscy zaczęli się bać ze względu na zamieszki w Libanie. W rezultacie pojechałam tam na dziko z Nono. Wjechaliśmy tam nielegalnie, bo normalnie trzeba się zameldować na policji, gdzie się będzie przebywać. Zrobiliśmy rezerwację w hotelu, ale dzień przed wjazdem do Libanu zrezygnowaliśmy z tego noclegu i wjechaliśmy bez podania miejsca noclegu. Mieszkaliśmy u jakiejś rodziny dentystów w Bejrucie. Wyglądało to tak, że po wyjściu z autobusu podszedł do nas facet i powiedział „wyglądacie na takich, którzy nie wiedzą gdzie będą spali”. 55 stopni w cieniu, duchota, masakra... Wziął nas do siebie i okazało się, że ma całe mieszkanie wolne. Jak byliśmy w jednej z wiosek chrześcijańskich, zapytaliśmy w hotelu czy możemy sobie obok rozbić namiot i dostaliśmy zgodę. Poszliśmy się kąpać do morza i jak wróciliśmy, to wokół niego stało czterech uzbrojonych żołnierzy. Mieliśmy dwie opcje – uciekać albo udawać głupków, wybraliśmy drugie wyjście. Po rozmowie jakoś udobruchaliśmy ich i zgodzili się na jeden nocleg w tym miejscu. Mogliśmy wylądować w więzieniu, ale udało się tego uniknąć. Po takiej podróży nie baliśmy się już niczego.
 
Przypadkowe zaręczyny
Kolejną dość zaskakującą sytuacją było to, że przez przypadek się zaręczyłam na tym wyjeździe. To było nieporozumienie. Spotkaliśmy w pociągu policjanta, który w końcu wysiadł z nami na przystanku i powiedział, że nam pomoże. Nie za bardzo mogliśmy się z nim dogadać, bo on mówił  tylko po arabsku. My dysponowaliśmy tylko słownikiem arabsko-angielskim i pokazywaliśmy niektóre słowa. On miał taki pierścionek z materiału w kolorach rastafarian – przynajmniej tak mi się wydawało. Ja miałam w tych samych barwach owinięte pasemko we włosach i jemu się to spodobało, dlatego zaczął nam pomagać. Okazało się jednak, że to kolory również Kurdystanu, a on jest Kurdem. W związku z tym, że był tak pomocny, postanowiłam mu dać to pasemko, a on dał mi pierścionek, w tym momencie się nieświadomie zaręczyłam. Zabrał nas do swojego muzułmańskiego slumsu, kobiety wciągnęły mnie do pokoju, odziały w długą sukienkę i założyły chustę na głowę. Trudno było się wycofać, więc musieliśmy uciekać. Załapaliśmy się również na jakieś wesele, mogłam zobaczyć jak to wygląda w tamtej kulturze. Kobiety mocno wymalowane, z toną brokatu na włosach, bo mogą sobie na to pozwolić tylko raz. Nono był w innym pomieszczeniu z mężczyznami i jak wyszedł po czterech godzinach, to był ledwo żywy. Tak jak u nas pije się wódkę, tak u nich non stop pije się małe arabskie kawy. 
 
Armenia 
W Armenii byliśmy dwa lata później i wracaliśmy stamtąd stopem przez Gruzję, Turcję, Bułgarię. Już na drugi dzień w Armenii okradli nas ze wszystkich pieniędzy 500 euro i 100 dolarów. To było wszystko, co mieliśmy żeby ta podróż jakoś wyglądała. Półtora miesiąca pracowałam w Mc Donald's w Niemczech żeby uzbierać na ten wyjazd żeby nie było tak jak co roku, że mamy za mało pieniędzy i nie mogę sobie kupić nawet pocztówki. Na szczęście po kilku dniach przyjechał Andrzej, który jako jedyny miał pieniądze. Takim sposobem na trzy osoby wystarczyło nam 500 euro za miesiąc. 
 
 
Ile trzeba mieć żeby wyruszyć w taką podróż? 
Bardzo mało trzeba mieć, jeśli zna się niektóre knify. Couch Surfing to taka komuna internetowa, w której ja również jestem i oferuję swoją kanapę. My również z tego korzystamy, ale nie zawsze, bo wyjazdy zupełnie na spontanie mają swoje uroki. Tak było w przypadku tego wypadu do Armenii, gdzie później musieliśmy nocować w parku pod gołym niebem. Lubimy też łapać tanie loty, np. za 8 zł do Sztokholmu, za 20 zł w obie strony do Kopenhagi itp. Tym się zajmuje mój przyjaciel, który to wszystko sprawdza i jak jest jakaś okazja to wysyła sms-ki do wszystkich z informacją, do określonej godz. daje się znać i on wszystkim bukuje bilety. 
 
Serbia
W Serbii zabrał nas Spasoje Krunic – były premier Jugosławii, były prezydent Belgradu, o czym nam nie powiedział na początku. Wiedzieliśmy o nim tylko tyle, że jest profesorem architektury na Uniwersytecie Belgradzkim. Zabrał nas, bo sam podobno jeździł autostopem w młodości. Kupił nam dużo owoców i zapytał mnie czy dzisiaj coś jadłam – oczywiście nie jadłam, bo praktycznie nie mieliśmy pieniędzy. Zdarzało się, że żyliśmy naprawdę skromnie, jedna bułka i jedna zielona papryka na osobę na dzień to było wszystko. On nas zabrał do pięciogwiazdkowej restauracji i zamówił nam tyle jedzenia, że chłopcy aż posmutnieli, bo wiedzieli, że tego nie zjedzą ze względu na skurczone żołądki. Jak już nas podrzucił do centrum to tylko wspomniał, że tu pracował jako prezydent Belgradu. Byliśmy tak zaskoczeni, że musieliśmy to zaraz sprawdzić w kafejce internetowej. Zostawił nam wizytówkę, żeby napisać jak udała się podróż. 
 
 
Ile podróży już za Tobą?
Ciężko powiedzieć z takich większych wypraw: Armenia-Gruzja-Turcja-Bułgaria-Serbia-Węgry-Słowacja-Polska, mniejsze: Litwa-Łotwa-Estonia-Rosja, Turcja-Syria-Liban-Jordania i pojedyncze np. Austria-Szwajcaria, Włochy, Grecja, Francja, Irlandia.
 
 
Miałaś kiedyś „normalne” wakacje?
Mama marzy o tym żebym zaczęła kiedyś normalnie podróżować, bo bardzo się stresuje moimi wypadami. Byłam kiedyś na jakimś zorganizowanym spływie kajakowym, z koleżankami byłam tydzień we Włoszech nad Adriatykiem. Tam miałam normalny pokój i kuchnię, ale to była bardziej impreza. Nic się nie zobaczy, nikogo się nie pozna. Podróże stopem są tysiąc razy lepsze, to jest przygoda. Teraz zaraziłam tym moją przyjaciółkę, z którą w zeszłym roku dużo objeździłam stopem w Polsce. W tym roku chcemy się wybrać na rejs do Szwecji, pewnie będą też kajaki, być może odwiedzę znajomych w Istambule
 
 
Czy znajomość języków jest obowiązkowa?
Jak najbardziej. Ja mówię po angielsku, niemiecku, francusku i szwedzku. Najbardziej jednak przydał mi się dotąd język angielski i myślę, że jego znajomość to podstawa. Mój przyjaciel mówi po rosyjsku, co także nam się przydało. 
 
 
Jakie macie bagaże? Czy ograniczacie się do minimum?
Ja się już czegoś nauczyłam. Jak jechałam do Syrii to miałam 22 kg plecak, także przez miesiąc dźwigania zrzuciłam 8 kg. Zauważyłam wtedy, że mam ze sobą tyle zbędnych rzeczy. Teraz wystarcza mi mały plecak. Nie ma sensu brać na zapas rzeczy, bo coś się zbrudzi. Ja mam zawsze krótkie i długie spodnie, jakąś sukienkę, bo na stopie to się przydaje. Chłopcy się śmieją, bo mam ze sobą zawsze różowe rajstopki i jak stoimy bez efektu przez godzinę, to każą mi się w nie przebrać. Najgorsze jest to, że to działa. 
 
 
Skąd bierzesz pieniądze na wyjazdy?
Od rodziców nigdy w życiu bym nie wzięła pieniędzy ze względu na to, że nie popierają tych wypraw. Zawsze sobie sama coś zarobię, albo w Niemczech popracuję albo tutaj odłożę. Mam stypendium, więc nie jest tak źle, zawsze mogę sobie jakoś zaoszczędzić. Nono już jest samodzielny, zarabia i stąd ma pieniądze, a wcześniej wygrywał konkursy literackie i zbierał w ten sposób pieniądze, wysyłając swoje wiersze, zawsze coś udało się wygrać. 
 
 
Jakieś dobre rady dla osób, które chciałyby się wybrać na stopa?
Nie brać za dużo ubrań, być otwartym, mieć jakąś osobę ze sobą, która zna języki i bardzo ważne żeby nie marudzić, bo czasami jest strasznie ciężko, ale to marudzenie nikomu nie pomaga. 
Są takie momenty, kiedy brzuch boli, bo się tak długo nie jadło i widać tych wszystkich ludzi, siedzących w kawiarence, a my sobie na to nie możemy pozwolić. W takich momentach po prostu nie marudzić!
 
 
Czy jest miejsce, do którego chciałabyś wrócić, czy też wychodzisz założenia, że nie ma sensu wracać do tego co było, bo jeszcze tyle przed Tobą?
Nie opłaca się jeździć dwa razy w te same miejsca, bo jest tyle do zobaczenia. W tym roku chciałam jeszcze jechać na Sri Lankę, zobaczymy co z tego wyjdzie. Być może pojadę na wycieczkę zorganizowaną – tego by sobie życzyła moja mama. Są różne oferty np. nurkowanie z delfinami, czy też jazda na słoniu, ćwiczenie jogi w klasztorze z mnichami. Jest dużo takich ciekawych, aktywnych możliwości. Co prawda kosztuje to dużo więcej niż jak samemu się organizuje, to kosztuje około 1400 euro za taki tygodniowy wypad, a ja miałabym z tego trzy podróże miesięczne gdziekolwiek. 
 
 
Myślisz, że ta zajawka kiedyś minie?
Wydaje mi się, że to w pewnym stopniu zostaje. Prawie wszyscy, którzy nas zabierają, okazują się podróżnikami. To są ludzie otwarci i często zaradni w życiu. Przeważnie okazuje się, że mają fajną pracę, własną firmę – być może to ma coś wspólnego z odwagą. Mam nadzieję, że mi także się powiedzie i nie będę włóczęga.
 
 
Czy jest podróż, o której marzysz?
Chciałabym jechać do Meksyku. W ogóle południowa Ameryka – tam jest dużo do zobaczenia. Kombinujemy już jak to zrobić, czy nie dałoby się tego zrealizować za jakąś pracę, np. na promie.
 
 
Co dalej po studiach?
Właśnie teraz wyjeżdżam na rok do Berlina, chcę chwilowo odpocząć od książek, pomieszkać z jakimiś wariatami, popracować jako kelnerka. Do Rudy Śląskiej planuję wrócić, wybieram się tu na studia doktoranckie. 
 
 
Co można robić w Rudzie Śląskiej w wakacje?
Jest sporo możliwości: wspinaczka na Wirku, fajne knajpy, powstała nowa herbaciarnia, grota solna, są organizowane jakieś imprezy. My chodzimy na rybaczówkę, gramy tam w siatkówkę. My się tutaj nigdy nie nudzimy, tu jest tyle ciekawych osób, które mają swoje pasje, przygody, zawsze można kogoś odwiedzić i porozmawiać.

Komentarze (3)    dodaj komentarz »

  • Kornela

    Ola tys zawsze była zwariowano dziołcha hehehe od małego,ale moje gratulacje za odwagę w takich podróżach autostopem:)pozdrowionka

  • Fajno

    Fajno, że w Rudzie Śląskiej można zostać bohaterem, gdy podróżuje się autostopem lub chodzi po górach. Z moimi przygodami nie schodziłbym z czołówki przez kwartał. Niemniej wszytskim życzę pasji w podróżowaniu, tylko proszę nie róbcie z siebie celebrytów.Pozdrawiam

  • pracownik lipcowy

    A jakie to barowe przygody Ci się trafiają na Rudzie?

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Dodaj komentarz

Wyrażam zgodę na publikację postu w formie komentarza zgodnie z obowiązującym Regulaminem.

powiadamiaj o odpowiedziach na komentarz.

dodaj mój adres do newslettera.

Więcej informacji na temat przysługujących Państwu praw zawarliśmy w Polityce Prywatności.

Drogi Użytkowniku!

Dokładamy wszelkich starań by korzystanie z naszego serwisu było dla Ciebie komfortowe.

Dlatego staramy się dopasować dostępne w nim treści do Twoich zainteresowań i preferencji. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Twojej przeglądarce plików cookies oraz przetwarzaniu przez administratora danych osobowych w celach analitycznych i statystycznych.

Przez dalsze korzystanie, bez zmian ustawień w zakresie prywatności, z naszego serwisu wyrażasz zgodę na zapisywanie plików cookies w Twojej przeglądarce.

Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić w przeglądarce ustawienia dotyczące plików cookies, a także uzyskać dodatkowe informacje o zasadach przetwarzania Twoich danych osobowych oraz przysługujących Ci prawach z naszej Polityki Prywatności.

Przejdź do serwisu