Bezpieczeństwo nad wodą. Ratownik WOPR: „Woda to żywioł, który nie wybacza błędów”
Lato nad wodą to dla wielu osób czas odpoczynku, relaksu i wakacyjnych wyjazdów. Dla ratowników WOPR to jednak przede wszystkim okres wzmożonej czujności, interwencji i działań prewencyjnych. Jak podkreślają, mimo wieloletnich kampanii edukacyjnych, wciąż dochodzi do sytuacji, które powtarzają się każdego roku.
Od początku kwietnia w Polsce utonęło już 39 osób. Najwięcej wypadków odnotowano w województwach pomorskim i warmińsko-mazurskim. Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe nieustannie apeluje o zachowanie ostrożności nad wodą oraz rozwagę podczas letniego wypoczynku.
Błędy, które powtarzają się każdego lata
Największym problemem nad wodą pozostaje brawura, brak wyobraźni oraz lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa. Jak podkreślają ratownicy, większość sytuacji nad wodą nie wynika z „pecha”, ale z powtarzalnych zachowań ludzi, którzy ignorują podstawowe zasady bezpieczeństwa.
– Do listy tragicznych w skutkach błędów dodałbym również skoki do wody w miejscach do tego nieprzeznaczonych, brak należytej opieki nad najmłodszymi, ignorowanie znaków oraz ostrzeżeń wydawanych przez ratowników, niestosowanie odpowiedniego sprzętu asekuracyjnego podczas korzystania z jednostek pływających. Brak dostosowania planów aktywności nad wodą do warunków panujących na akwenie, mam tu na myśli pływanie mimo silnego wiatru, wysokich fal czy obecności prądów wstecznych” – mówi ratownik WOPR Marek Strzelczyk.
Wciąż powtarza się bardzo częsty problem – przecenianie warunków i własnych możliwości. Woda, która rano wydaje się spokojna, w ciągu kilkunastu minut może zmienić się w niebezpieczny akwen, szczególnie przy silnym wietrze lub prądach wstecznych.
Wielu wypoczywających uważa, że dobra kondycja i umiejętność pływania wystarczą do zapewnienia bezpieczeństwa. W praktyce to jeden z najczęściej powielanych mitów nad wodą. Nawet doświadczeni pływacy mogą znaleźć się w sytuacji zagrożenia – wystarczy skurcz, zmęczenie, zmiana temperatury wody lub nagły prąd.

„Druga ofiara” – gdy ratunek staje się zagrożeniem
Jednym z najpoważniejszych błędów, do których wciąż dochodzi nad wodą, jest spontaniczna i emocjonalna reakcja świadków zdarzenia, którzy bez przeszkolenia próbują samodzielnie ratować tonącą osobę, często narażając przy tym własne życie.
– „Niestety wciąż zdarzają się przypadki, w których osoba nieposiadająca kwalifikacji dosłownie rusza na ratunek tonącemu. Takie zachowanie zdecydowanie odradzam, ponieważ jak mówi stare przysłowie: tonący brzytwy się chwyta. Jeśli znajdziemy się w zasięgu rąk osoby walczącej o życie, ta za wszelką cenę będzie chciała się po nas wspiąć i zaczerpnąć powietrza, przez co sami znajdziemy się pod lustrem wody” – tłumaczy ratownik. „Znam poruszający przypadek, w którym matka walcząc o życie w wodzie utopiła własne dziecko, po czym sama utonęła… To jednak nie znaczy, że mamy odwracać wzrok i być obojętni” – dodaje.
Jak naprawdę wygląda tonięcie?
Ratownicy podkreślają, że rzeczywistość jest zupełnie inna niż filmowe wyobrażenia. Tonięcie bardzo często nie jest widowiskowe ani głośne. Wręcz przeciwnie – bywa niemal niezauważalne.
– „Mówi się, że tonięcie odbywa się w ciszy, ponieważ górne drogi oddechowe są zalane wodą i w takiej sytuacji niemożliwe jest, by cokolwiek wykrzyczeć” – wyjaśnia Marek Strzelczyk. „Jeśli chodzi o ruchy, to faktycznie w jednej z faz tonięcia występują paniczne ruchy kończynami, ale trwa to bardzo krótko i często odbywa się pod wodą”.
Dlatego tak ważna jest stała obserwacja, szczególnie dzieci i osób słabiej pływających.
Jak reagować, gdy ktoś potrzebuje pomocy?
W sytuacji zagrożenia kluczowa jest szybka, ale przemyślana reakcja.
– „Jeżeli znajdziemy się w sytuacji, w której czyjeś życie jest zagrożone, w pierwszej kolejności powinniśmy głośno wołać o pomoc” – mówi ratownik WOPR.
Jak podkreśla Marek Strzelczyk, najważniejsze jest natychmiastowe uruchomienie reakcji otoczenia i wezwanie służb. Należy jak najszybciej powiadomić ratowników wodnych, a jeśli nie ma ich w pobliżu – zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub, w przypadku polskiego wybrzeża, 601 100 100.
Kolejnym krokiem jest próba wsparcia osoby w wodzie bez wchodzenia do niej. Można rzucić sprzęt wypornościowy, który pozwoli utrzymać się na powierzchni.
– „Powinniśmy starać się dorzucić do osoby tonącej sprzęt pływający, który mamy pod ręką – mam tu na myśli materace, koła dmuchane, piłki, deski SUP, liny, długie gałęzie, wiosła itp. Coraz częściej na polskim wybrzeżu pojawiają się „stojaki życia”,na których można znaleźć koło ratunkowe, boję SP oraz informacje z numerem wejścia na plażę. W tym miejscu powtórzę jeszcze raz, że nigdy nie powinniśmy znaleźć się bezpośrednio w zasięgu rąk osoby tonącej” – podkreśla Marek Strzelczyk.
Osobę tonącą należy obserwować do przyjazdu służb, aby podać informacje o miejscu, w którym ewentualnie poszkodowany zniknął pod wodą.
Alkohol nad wodą. Wciąż jedna z głównych przyczyn tragedii
W ocenie służb ratowniczych alkohol pozostaje jednym z najczęstszych czynników prowadzących do utonięć. Problem nie dotyczy wyłącznie samego wejścia do wody po spożyciu alkoholu, ale całego łańcucha błędnych decyzji, które zaczynają się jeszcze przed kąpielą.
– „Alkohol oraz inne środki odurzające spożywane przed korzystaniem z akwenów wodnych często prowadzą do tragedii” – zaznacza ratownik WOPR Marek Strzelczyk.
Substancje psychoaktywne wpływają bezpośrednio na percepcję i ocenę ryzyka. Osoba pod ich wpływem nie tylko przecenia własne możliwości, ale też znacznie wolniej reaguje na zmieniające się warunki w wodzie. Dochodzi do błędnej oceny odległości, siły prądu czy własnego zmęczenia, co w środowisku wodnym może mieć natychmiastowe konsekwencje.
Ratownicy zwracają uwagę, że szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których alkohol łączy się z rywalizacją lub presją grupy. W takich przypadkach dochodzi do prób przepłynięcia zbyt dużych dystansów, skoków do nieznanej wody czy kąpieli w miejscach niestrzeżonych. Jak wspomina Marek Strzelczyk, tego typu zdarzenia bardzo często zaczynają się niewinnie – od zakładu, zabawy lub chwili „pewności siebie”, która szybko zamienia się w realne zagrożenie życia.
– „Pamiętam, jak pewien śmiałek pod wpływem alkoholu próbował przepłynąć zalew w województwie śląskim, bo założył się z współbiesiadnikami o alkohol. Zabrakło mu tylko i aż około 20 metrów do celu. Wycieńczony i otumaniony alkoholem przestał się ruszać i zniknął pod wodą. Nieprzytomny został wyciągnięty na brzeg zalewu i poddany zabiegom pierwszej pomocy przedmedycznej. Następnie został przekazany zespołowi ratownictwa medycznego i przewieziony do szpitala. Finalnie został odratowany i z tego, co wiem, wrócił do zdrowia. Mam nadzieję, że wyciągnął lekcję z tego zdarzenia” – relacjonuje ratownik.
Jak dodaje, tego typu zdarzenia pokazują, jak szybko organizm traci wydolność w wodzie, szczególnie gdy dodatkowo osłabia go alkohol. W takich sytuacjach nawet dobrze pływająca osoba może nie mieć szans na samodzielne dopłynięcie do brzegu.
Praca ratownika – presja, prewencja i trudne decyzje
Praca ratownika WOPR w dużej mierze nie polega na spektakularnych akcjach ratunkowych, które trafiają do mediów. Znacznie częściej to wielogodzinna obserwacja kąpieliska, analiza zachowań osób wypoczywających nad wodą oraz reagowanie zanim dojdzie do realnego zagrożenia.
Ratownicy przez cały czas muszą utrzymywać pełną koncentrację. Obserwują zarówno osoby w wodzie, jak i na brzegu – ich zachowanie, reakcje oraz potencjalnie niebezpieczne sytuacje, które mogą wymagać szybkiej interwencji. W wielu przypadkach wystarczy krótka reakcja prewencyjna, aby zapobiec eskalacji zdarzenia.
– „Praca ratownika to przede wszystkim obserwacja i przewidywanie, a następnie działania prewencyjne, żeby nie dopuścić do wystąpienia niebezpiecznych sytuacji” – mówi ratownik WOPR Marek Strzelczyk.
Jednocześnie jest to praca obciążona dużą odpowiedzialnością i presją czasu. Na jednym kąpielisku ratownicy odpowiadają za bezpieczeństwo wielu osób jednocześnie, często w zmiennych warunkach pogodowych i przy dużym natężeniu ruchu.
Do tego dochodzi konieczność podejmowania szybkich decyzji w sytuacjach, które potrafią zmieniać się w ciągu sekund – od zwykłego wypoczynku do realnego zagrożenia życia.
Istotnym aspektem pracy ratowników jest również odbiór społeczny ich działań. Nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem.
– “Jeśli mowa o negatywnych aspektach naszej pracy, warto wspomnieć o stosunku niektórych plażowiczów do ratowników. Osoby błędnie interpretują nasze ostrzeżenia, sądząc, że chcemy zepsuć im wypoczynek, celowo omijają plaże strzeżone, nie chcąc stosować się do zakazów i poleceń. Niejednokrotnie spotykamy się z hejtem, zdarzają się też sytuacje agresji w naszym kierunku. Ludzie nie rozumieją, że jesteśmy dla ich bezpieczeństwa – po to, żeby z wakacji wrócili w tym samym składzie, w którym na nie pojechali” – mówi Marek Strzelczyk.

Sekundy, które decydują o życiu
Niektóre sytuacje zostają w pamięci ratowników na całe życie.
– „Takich sytuacji w mojej karierze zawodowej było wiele. Jedną z nich zapamiętam na długie lata. Zdarzenie miało miejsce nad Bałtykiem, pogoda tego dnia była słoneczna, jednak wiał bardzo silny wiatr (7 w skali Beauforta), występowały wysokie fale oraz bardzo silny prąd wsteczny. Te warunki nie przeszkodziły dwóm nastolatkom w wejściu do wody na niestrzeżonym odcinku plaży. Wszystkiemu przyglądał się policjant przebywający na urlopie. W momencie, gdy chłopcy nie potrafili wyjść z wody, ruszył im z pomocą – wszedł do wody i próbował ich ratować. Plażowicze przytomnie poinformowali o zajściu ratowników. Gdy dotarliśmy na miejsce, chłopcy byli już na brzegu, jednak mężczyzna zniknął pod wodą. Po 45 minutach został odnaleziony 1,5 km od miejsca, w którym wszedł do wody. Reanimacja trwała do przyjazdu lekarza, który stwierdził zgon. Na plaży cały czas czekała na mężczyznę żona i dwójka małych dzieci. Bardzo przykry widok, który zostaje w pamięci” – wspomina ratownik.
Woda nie wybacza błędów
Opisana sytuacja dobrze pokazuje, jak szybko może zmienić się pozornie spokojny wypoczynek nad wodą w akcję ratunkową zakończoną tragedią. Chwila decyzji, chęć pomocy i przecenienie warunków wystarczyły, by doszło do sytuacji, w której pomoc przyszła za późno.
Najczęstszych zagrożeń nad wodą można uniknąć, jeśli przestrzega się podstawowych zasad bezpieczeństwa. Przede wszystkim należy unikać kąpieli w miejscach niestrzeżonych, szczególnie gdy warunki pogodowe są trudne lub zmienne. Duże znaczenie ma również stosowanie się do oznaczeń na kąpieliskach – w tym flag bezpieczeństwa. Biała flaga oznacza kąpielisko strzeżone i warunki sprzyjające kąpieli, natomiast czerwona flaga jest jednoznacznym sygnałem zakazu wejścia do wody. Ważne jest także unikanie alkoholu przed wejściem do wody, brawurowych zachowań, skoków do nieznanych akwenów oraz podejmowania prób ratowania bez odpowiedniego przygotowania i zabezpieczenia.
Ratownicy niezmiennie podkreślają, że nad wodą nie ma miejsca na przypadek ani lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa.
– „Chciałbym, żeby wszyscy pamiętali, że woda, nawet ta pozornie spokojna, to wciąż żywioł – piękny, ale niebezpieczny, który nie wybacza błędów” – podsumowuje ratownik WOPR Marek Strzelczyk.

























![[AKTUALIZACJA] Pierwszy przypadek koronawirusa w Rudzie Śląskiej!](https://cdn.silesia.info.pl/public-media/2020/03/1407028.informacja.webp)


Dodaj komentarz