Podwodny świat w obiektywie – wywiad z Dawidem Strączkiem

Czas czytania: 19 min.

Nasi czytelnicy z pewnością kojarzą to nazwisko z rudzką Strażą Pożarną – i się nie mylą! Dawid Strączek jest oficerem prasowym KM PSP w Rudzie Śląskiej. Ma jednak wyjątkową pasję – zajmuje się fotografią podwodną. Jak zaczęła się jego przygoda z nurkowaniem, a potem z robieniem zdjęć metry pod powierzchnią wody? Jakie miejsca na świecie już odwiedził, a gdzie jeszcze chciałby zanurkować? Koniecznie przeczytajcie ten wyjątkowy wywiad!

M.Ś: Jak i kiedy zaczęła się Pańska przygoda z nurkowaniem i fotografią podwodną?

D. Strączek: Nurkować zacząłem w wieku 14 lat, choć moja przygoda z wodą rozpoczęła się znacznie wcześniej. Już w pierwszych klasach szkoły podstawowej niemal każdą wolną chwilę spędzałem na krytym basenie przy ul. Pokoju w Rudzie Śląskiej. To właśnie tam oswajałem się z wodą, uczyłem się pływać, skakać na główkę i – jak większość chłopaków w tamtym wieku – nie zawsze byłem wzorem grzeczności. Kiedy fantazja brała górę nad rozsądkiem, zdarzało się, że kończyło się to symbolicznym „drewniakiem” od ratownika. Dziś patrzę na to z zupełnie innej perspektywy. Pamiętam, że jednym z ratowników był pan Zygmunt bardziej znany jako Osi. W tamtych czasach potrafił jednym spojrzeniem przywołać do porządku nawet najbardziej rozbrykaną grupę na basenie. Jednocześnie zawsze znalazł chwilę, żeby pokazać, jak lepiej pływać kraulem czy żabką. Dziś z uśmiechem wspominam tamte chwile, bo wiem, że ta stanowczość szła w parze z życzliwością.

Pewnego dnia na tablicy ogłoszeń zauważyłem informację o rozpoczęciu działalności Rudzkiego Klubu Nurkowego „ORKA”, który zapraszał na zajęcia basenowe. Postanowiłem spróbować swoich sił i, jak to się mówi, przepadłem. Nurkowanie wciągnęło mnie bez reszty. Miałem ogromne szczęście trafić do ludzi, którzy stworzyli wyjątkowe miejsce. W klubie panowała prawdziwie rodzinna atmosfera, a niedzielne spotkania o godzinie 12.00 szybko stały się stałym punktem mojego tygodnia. Swój pierwszy kurs – Płetwonurka Młodzieżowego – ukończyłem w 1997 roku. Moim pierwszym instruktorem był Piotr Fąferek – człowiek niezwykle cierpliwy i opanowany. To właśnie on nauczył mnie, że w nurkowaniu równie ważne jak umiejętności są spokój, odpowiedzialność i pokora wobec wody. Do dziś jestem mu wdzięczny za wiedzę i fundamenty, które mi przekazał.

Klub ORKA tworzyło jednak znacznie więcej osób. Nie sposób wymienić wszystkich, bo z pewnością kogoś bym pominął. Szczególne miejsce w moich wspomnieniach zajmują takie osoby jak Jan Baszczok – jeden z prekursorów nurkowania na Śląsku – oraz Roman Grychtoł, prawdziwy człowiek orkiestra. Dbał o sprzęt, obsługiwał kompresory, był kierowcą podczas wyjazdów nurkowych, pełnił funkcję skarbnika i zawsze można było na niego liczyć. To właśnie tacy ludzie tworzyli ORKĘ i sprawiali, że chciało się tam wracać.

Fotografia podwodna pojawiła się w moim życiu dopiero wiele lat później. Kiedy zaczynałem nurkować, profesjonalny sprzęt był trudno dostępny i bardzo drogi. Dzięki wyrzeczeniom moich rodziców udało się kupić jedynie nurkowe ABC – maskę, fajkę i płetwy. Pozostały sprzęt wypożyczałem z klubu, dlatego o fotografii podwodnej mogłem wtedy jedynie pomarzyć.
Dopiero z czasem, kiedy ustabilizowałem swoją sytuację zawodową i finansową, mogłem zacząć spełniać kolejne marzenie. Dziś sprzęt nurkowy jest znacznie łatwiej dostępny niż trzydzieści lat temu, jednak fotografia podwodna wciąż pozostaje wymagającą i kosztowną pasją. Profesjonalna obudowa do aparatu potrafi kosztować od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, a to dopiero początek listy niezbędnego wyposażenia.

Nigdy nie uważałem się za profesjonalnego fotografa podwodnego. Aparat jest dla mnie przede wszystkim narzędziem, które pozwala zatrzymać ulotne chwile i podzielić się z innymi światem ukrytym pod powierzchnią wody – światem pełnym kolorów, życia i piękna, którego większość ludzi nigdy nie będzie miała okazji zobaczyć na własne oczy. Patrząc z perspektywy czasu, wiem, że ta pasja nie narodziła się dzięki sprzętowi, lecz dzięki ludziom, których spotkałem na swojej drodze. To oni zaszczepili we mnie miłość do wody, nauczyli odpowiedzialności i pokazali, że prawdziwe pasje rodzą się z zaangażowania, cierpliwości i życzliwości.

Podwodny świat w obiektywie – wywiad z Dawidem Strączkiem/fot. arch. pryw. Dawid Strączek

M.Ś: Co jest najtrudniejsze w robieniu zdjęć pod wodą?

D. Strączek: Największym wyzwaniem jest to, że pod wodą praktycznie nic nie wygląda tak, jak na powierzchni. Wraz z głębokością światło stopniowo traci poszczególne barwy – najpierw zanika kolor czerwony, później pomarańczowy i żółty. Im głębiej schodzimy, tym świat staje się coraz bardziej niebiesko-zielony. Co ciekawe, ludzkie oko potrafi w pewnym zakresie kompensować te zmiany, dzięki czemu nurkowie często widzą więcej kolorów, niż faktycznie dociera do nich światła. Sprzęt fotograficzny nie ma jednak tej zdolności – bez dodatkowego oświetlenia rejestruje obraz pozbawiony naturalnych barw, przez co zdjęcia stają się płaskie i monochromatyczne. Dlatego wykonanie dobrego zdjęcia bardzo często wymaga użycia lamp błyskowych lub innych źródeł światła, które pozwalają przywrócić naturalne kolory.

Drugim wyzwaniem są warunki panujące pod wodą. Wyprawy fotograficzne planuje się nieraz z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, ale nigdy nie ma gwarancji, że natura będzie współpracować. Widoczność może pogorszyć zakwit glonów lub innych organizmów, prądy, intensywne opady, a czasem nawet działalność człowieka czy obecność niedoświadczonych nurków, którzy nieświadomie wzbiją osady z dna. Wystarczy chwila i miejsce, które miało zachwycać krystaliczną wodą, zamienia się w mleczną zawiesinę.

Kolejną trudnością jest sam fotografowany obiekt. Jeśli jest nim człowiek, potrzeba partnera, który nie tylko doskonale panuje nad pływalnością, ale także rozumie, co fotograf chce osiągnąć. Pod wodą nie można swobodnie rozmawiać, dlatego cała komunikacja odbywa się za pomocą wcześniej ustalonych znaków i gestów. To wymaga wzajemnego zaufania i zgrania, którego nie da się zbudować podczas jednego nurkowania. Mam ogromne szczęście poznawać fajnych ludzi – od dłuższego już czasu nurkuję z Bartoszem Pro i Maciejem Turkiem. To doświadczeni nurkowie, z którymi doskonale się rozumiemy zarówno pod wodą, jak i na powierzchni. Dzięki temu często wystarczy jedno spojrzenie lub prosty gest, aby każdy wiedział, co ma robić. W jaskiniach czy wrakach dochodzi jeszcze jeden element – jeden nieostrożny ruch ręką lub płetwą może wzniecić osady z dna albo strącić osady ze stropu, skutecznie odbierając szansę na dobre zdjęcie.

Jeszcze trudniej jest fotografować podwodne zwierzęta. Nie pozują, nie czekają na odpowiedni moment i bardzo rzadko dają drugą szansę. Często o udanym zdjęciu decydują ułamki sekund, odrobina szczęścia i ogromna cierpliwość.

M.Ś: Jakie miejsce do nurkowania zrobiło na Panu największe wrażenie i dlaczego?

D. Strączek: To chyba najtrudniejsze pytanie z całego wywiadu. Nurkuję właściwie wszędzie tam, gdzie może to przynieść frajdę – od jezior, zalanych kamieniołomów i kopalni, przez jaskinie i systemy krasowe, mroczne i zimne wody Bałtyku, aż po pełne słońca i kolorów Morze Czerwone czy Karaiby. Każde z tych miejsc daje zupełnie inne doświadczenia, ale wspomnienia z wypraw to znacznie więcej niż samo to, co zobaczyłem pod wodą. Składają się na nie ludzie, krajobrazy, lokalna kultura, kuchnia i cała atmosfera miejsca. Dlatego trudno mi wskazać tylko jedno.

Jednym z wyjazdów, który wspominam wyjątkowo ciepło, była wyprawa do Finlandii i nurkowania w kopalni Ojamo. To niezwykłe miejsce – zalane, surowe korytarze dawnej kopalni przeplatają się z ogromnymi komorami pogrążonymi w absolutnej ciemności. W świetle latarek skały nabierają niezwykłych barw, a świadomość, że płynie się przez miejsce stworzone rękami górników, robi ogromne wrażenie. Jako Ślązak nie potrafię przejść obok takich miejsc obojętnie.
Dodatkowym atutem tej wyprawy było kilka wspólnych nurkowań z Samim Paakkarinenem – jednym z najwybitniejszych nurków technicznych i eksploratorów jaskiń na świecie. Spotkanie z człowiekiem o takim doświadczeniu było dla mnie niezwykle inspirujące.

Paradoksalnie największą przygodą okazała się jednak sama podróż. Kilka dni przed wyjazdem zepsuł się mój samochód, którym zwykle wożę cały sprzęt nurkowy, kompresor i zapas tlenu. Ostatecznie do Finlandii ruszyliśmy wysłużonym Fiatem Doblo, pokonując kilka tysięcy kilometrów przez Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię, a następnie promem do Helsinek. Mimo wszystkich obaw wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem.

Zupełnie inne oblicze nurkowania odkryłem w Meksyku. Cenoty Półwyspu Jukatan zachwycają grą światła, która tworzy pod wodą niemal baśniowe krajobrazy. Z kolei nurkowania w ciepłych wodach Morza Karaibskiego pozwoliły nam obserwować rekiny w ich naturalnym środowisku. To doświadczenie uczy pokory i szacunku do natury, pokazując, jak doskonale zorganizowany jest podwodny ekosystem. Meksyk urzekł mnie również kulturą Majów, życzliwością mieszkańców i niezwykłą kuchnią.

Miejscem na Ziemi, które skradło moje serce są Bałkany. Od kilku lat każdej jesieni wracam do Bośni i Hercegowiny. To region o trudnej historii, gdzie ślady wojny wciąż są widoczne, ale jednocześnie miejsce pełne niezwykle życzliwych i gościnnych ludzi. Spotykamy się tam z ratownikami jaskiniowymi, specjalistami technik linowych, grotołazami i speleologami z różnych krajów Europy. Wspólnie ćwiczymy i wymieniamy doświadczenia, bo bezpieczeństwo w środowisku jaskiniowym nie zna granic.

W tym roku na przełomie września i października wybieram się do Słowenii na 19. European Cave Rescue Meeting organizowany przez European Cave Rescue Association. To jedno z najważniejszych europejskich spotkań poświęconych ratownictwu jaskiniowemu, gromadzące specjalistów z całej Europy, którzy wspólnie doskonalą procedury i wymieniają doświadczenia.

Każda z tych podróży jest zupełnie inna, ale wszystkie łączy jedno – pokazują, że nurkowanie to nie tylko odkrywanie niezwykłych miejsc, lecz przede wszystkim poznawanie ludzi i ciągłe zdobywanie nowych doświadczeń.

Podwodny świat w obiektywie – wywiad z Dawidem Strączkiem/fot. arch. pryw. Dawid Strączek

M.Ś: Co daje Panu największą satysfakcję w tej pasji?

D. Strączek: Zdecydowanie ludzie. Od wielu lat jestem instruktorem nurkowania i największą satysfakcję daje mi obserwowanie, jak inni odkrywają podwodny świat. Nie ma znaczenia, czy jest to pierwsze nurkowanie osoby stawiającej pierwsze kroki, rekreacyjna wyprawa z przyjaciółmi, czy wymagające nurkowanie techniczne z długą dekompresją. Za każdym razem największą nagrodą jest uśmiech partnera lub partnerki nurkowej po wynurzeniu i słowa: „To było niesamowite”. Lubię patrzeć, jak z każdym kolejnym nurkowaniem rośnie pewność siebie, pojawia się spokój pod wodą i zwykła dziecięca radość z odkrywania czegoś nowego. To właśnie możliwość dzielenia się swoją pasją i obserwowanie emocji innych sprawiają, że po tylu latach nadal z taką samą chęcią zakładam sprzęt i schodzę pod wodę.

M.Ś.: Czy jest jakieś konkretne miejsce na świecie, gdzie bardzo chciałby Pan zanurkować i zrobić zdjęcia?

D. Strączek: Lista takich miejsc jest jeszcze całkiem długa. Gdybym kiedyś wygrał na loterii, pewnie zacząłbym planować wyprawy na Wielką Rafę Koralową w Australii, do Raja Ampat w Indonezji, na Wyspy Similan w Tajlandii, a przede wszystkim… na Antarktydę.

O Antarktydzie jeszcze kilka lat temu nawet nie myślałem. Wszystko zmieniło się w ubiegłym roku podczas Festiwalu Nurkowego Głębiny organizowanego w Rudzie Śląskiej, którego byłem po raz pierwszy współorganizatorem i na który zaprosiłem również mojego dobrego kolegę, dr Piotra Bałazego – oceanografa z Instytutu Oceanologii PAN, (oczywiście również nurka naukowego), od lat pracującego w rejonach polarnych. Jego opowieści i zdjęcia zaprezentowane podczas prelekcji sprawiły, że po raz pierwszy pomyślałem: „Chciałbym kiedyś to zobaczyć na własne oczy”. Od tamtej pory Antarktyda trafiła bardzo wysoko na moją listę marzeń.

Schodząc jednak na ziemię – a właściwie pod wodę – mam również cele, które są zdecydowanie bardziej realne. Od dłuższego czasu przygotowuję się do nurkowania na wraku HMHS Britannic, siostrzanej jednostki Titanica. Wrak spoczywa na głębokości około 120 metrów u wybrzeży greckiej wyspy Kea i jest uznawany za jeden z najbardziej wymagających oraz najbardziej prestiżowych wraków dostępnych dla nurków technicznych. Równie mocno fascynują mnie wrak niemieckiego okrętu podwodnego U-455 na Morzu Śródziemnym oraz próba dotarcia do dna jaskini Viroit w Albanii – jednego z najgłębszych zalanych systemów krasowych w Europie. Są to nurkowania ekstremalne, można powiedzieć, że ze względów ekonomicznych możliwe do wykonania wyłącznie na aparatach o obiegu zamkniętym (CCR). Sam sprzęt jednak nie wystarczy. Bezpieczna realizacja takich projektów wymaga lat szkolenia, setek godzin spędzonych pod wodą i doskonale zgranego zespołu. Dlatego nie traktuję ich jako marzeń do odhaczenia, ale jako cele, do których konsekwentnie przygotowuję się razem z partnerami nurkowymi.

M.Ś: Jakie rady dałby Pan osobom, które chciałyby zacząć przygodę z nurkowaniem?

D. Strączek: Przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość. Nurkowanie to proces i nie ma w nim dróg na skróty. Wszystko zaczyna się od podstawowego kursu Open Water Diver, który pozwala bezpiecznie poznawać podwodny świat i nurkować do głębokości 20 metrów. Dopiero później, wraz ze zdobywanym doświadczeniem, przychodzi czas na kolejne szkolenia i specjalizacje.

Osobom rozpoczynającym przygodę z nurkowaniem doradzałbym jeszcze jedno – nie kupujcie od razu kompletnego sprzętu. Znacznie ważniejsze jest znalezienie dobrego instruktora. To właśnie on nauczy prawidłowych nawyków, zadba o bezpieczeństwo i sprawi, że pierwsze doświadczenia pod wodą będą przyjemnością, a nie stresem. Często pytany jestem o to, która federacja szkoleniowa jest najlepsza. Odpowiadam wtedy, że federacja oczywiście ma znaczenie, ale to nie logo na certyfikacie szkoli, tylko człowiek.

Sam przez lata miałem szczęście uczyć się od wielu znakomitych instruktorów. Zawsze starałem się wybierać specjalistów w konkretnej dziedzinie – jednych od nurkowania jaskiniowego, innych od wrakowego czy technicznego. Dzięki temu przekonałem się, że nawet po wielu latach nurkowania wciąż można się czegoś nauczyć. I chyba właśnie taka pokora oraz chęć ciągłego rozwoju są jednymi z najważniejszych cech dobrego nurka.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Dodaj komentarz

Błąd:

Wynik:
Opinia została pomyślnie dodana.
Po przeprowadzeniu weryfikacji, jej treść zostanie udostępniona publicznie.

Trwa wysyłanie komentarza ...

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść.

* pola obowiązkowe