Szpital w Rudzie Śląskiej dołączył do protestu. Pracownicy wyszli przed placówkę na minutę ciszy

Czas czytania: 10 min.

Pracownicy Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej wyszli dziś, 22 kwietnia, o godz. 11:45 przed placówkę ubrani na czarno i przez minutę stali w milczeniu, manifestując swoje postulaty. To element ogólnopolskiego protestu szpitali powiatowych, które domagają się zapłaty za wykonane świadczenia i zmian w finansowaniu. Według prezes szpitala Ewy Krych rudzka placówka wciąż czeka na około 5 mln zł za już wykonane świadczenia. Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych od kilku dni alarmuje, że brak rozliczeń za 2025 rok, ograniczanie finansowania nadwykonań i zaniżone wyceny świadczeń pogłębiają kryzys w lecznicach.

Protest szpitali powiatowych także w Rudzie Śląskiej

Dzisiejsza minuta ciszy przed rudzkim szpitalem była symbolicznym, ale mocnym sygnałem: placówki powiatowe mówią wprost, że dalsze funkcjonowanie w obecnym modelu finansowania staje się coraz trudniejsze. Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej przyłączył się do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej, o której placówka informowała wcześniej w swoich mediach społecznościowych. Protest o tej samej godzinie zapowiadano także w innych szpitalach w kraju.

Jak podkreśla prezes Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej Ewa Krych, udział w proteście wynika zarówno z przynależności placówki do środowiska szpitali powiatowych, jak i z bardzo konkretnych problemów finansowych.

– Szanowni państwo, przede wszystkim włączyliśmy się w protest ogólnopolski. Jesteśmy też członkami Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, więc taka forma działania jest dla nas jak najbardziej zasadna. My również, jak inne placówki o takim profilu, mamy problemy finansowe.

Ewa Krych: „Czekamy na około 5 milionów złotych”

Prezes szpitala mówi wprost, że placówka nadal nie otrzymała pieniędzy za część już wykonanych świadczeń.

– Szpitale powiatowe cały czas oczekują na zapłatę za nadwykonania. W naszej sytuacji wygląda to tak, że mamy około 5 milionów złotych, na które cały czas czekamy. Świadczenia wykonaliśmy, pacjenci od nas wyszli i w większości przypadków zostali wyleczeni. Uważamy, że to są środki, które po prostu powinny do nas wrócić.

To wpisuje się w szerszy obraz przedstawiany przez OZPSP. Związek wskazuje, że brak rozliczeń za 2025 rok i ograniczanie finansowania nadwykonań sprawiają, że wiele szpitali kończy rok stratą, a część z nich traci płynność finansową. Według prezesa związku co najmniej 40 szpitali powiatowych w Polsce jest poważnie zagrożonych upadłością.

Szpital alarmuje: dalsze kredytowanie leczenia może skończyć się upadłością

W wypowiedzi Ewy Krych wybrzmiewa jednoznaczne ostrzeżenie: jeśli szpitale nadal będą finansować świadczenia z własnych, coraz bardziej ograniczonych środków, konsekwencje mogą być bardzo poważne.

– To, że jesteśmy w trudnej sytuacji finansowej, bardzo dobrze wiemy. Próbujemy to wszystko jakoś układać, ale dalsze kredytowanie wszystkich świadczeń przez taką placówkę jak nasza spowoduje, że po prostu będziemy musieli ogłosić upadłość.

Ten sam argument pojawia się w stanowiskach organizacji zrzeszających szpitale powiatowe. Przedstawiciele lecznic od miesięcy podnoszą, że obecna polityka finansowania ochrony zdrowia realnie zagraża bezpieczeństwu pacjentów, bo ogranicza możliwości normalnego funkcjonowania oddziałów i poradni.

Kolejki do badań mogą się wydłużyć. Chodzi m.in. o tomografię i endoskopię

Jednym z najbardziej odczuwalnych skutków problemów finansowych mogą być dłuższe kolejki do części badań. Prezes rudzkiego szpitala wskazuje, że placówka stara się obecnie nie wykonywać ponad ustalone limity niektórych świadczeń.

– Z tych zapowiedzi medialnych i z informacji, które posiadamy, zmiany objęły m.in. tomografię komputerową oraz badania endoskopowe, czyli kolonoskopię i endoskopię. Na ten moment staramy się nie wykonywać tych badań więcej niż ustalone limity. […] Myślimy o tym, że to będzie duży cios dla pacjentów oczekujących na te badania, ponieważ kolejki bardzo się wydłużą. Na ten moment niestety nie jesteśmy w stanie zagwarantować wykonywania tych świadczeń ponad limit i po prostu ich sponsorować.

To również pokrywa się z wcześniejszym stanowiskiem OZPSP, które sprzeciwiało się zmianom w finansowaniu diagnostyki, wskazując wprost na ryzyko wydłużenia czasu oczekiwania na badania TK, NMR i endoskopowe, szczególnie w mniejszych ośrodkach.

Dlaczego szpitale powiatowe protestują?

Ogólnopolski protest szpitali powiatowych nie wziął się z jednego dnia. Już wcześniej środowisko alarmowało, że bez szybkich decyzji systemowych lokalne lecznice będą miały coraz większy problem z utrzymaniem płynności. W marcu przed Ministerstwem Zdrowia odbył się protest przedstawicieli szpitali powiatowych, a w kwietniu organizacja wydała kolejne stanowisko ostrzegające przed załamaniem systemu.

Wiceszef związku szpitali powiatowych mówił przed rozpoczęciem obecnej akcji, że protestuje już ponad 100 szpitali, a kolejne deklarują dołączenie. Dzisiejsza minuta ciszy miała więc nie tylko wymiar lokalny, ale była częścią szerszego ogólnopolskiego sygnału wysłanego do decydentów.

„Pacjent jest dla nas najważniejszy”

Mimo ostrego tonu protestu, kierownictwo placówki podkreśla, że nadrzędnym celem szpitala wciąż pozostaje leczenie mieszkańców.

– Myślę, że jeżeli w przestrzeni medialnej nie pokażemy, jak trudno zarządza się dziś takimi placówkami, nikt nas nie usłyszy. Musimy działać wspólnie. Tu nie ma wyjątków, bo mało jest placówek, które osiągają dodatnie wyniki finansowe. Z drugiej strony nie jesteśmy po to, żeby finansowo się odbijać, tylko jesteśmy po to, żeby leczyć pacjentów. To pacjent jest dla nas najważniejszy – mówiła Ewa Krych.

Dzisiejszy protest w Rudzie Śląskiej był więc nie tylko wyrazem sprzeciwu wobec obecnych zasad finansowania, ale też ostrzeżeniem, że bez zmian skutki kryzysu mogą coraz mocniej odczuwać sami pacjenci.

Komentarze (1) DODAJ

Niestety nie ma takiej władzy, która byłaby w stanie sprostać oczekiwaniom finansowym szpitali. Jest to iluzja, że kolejne miliony coś zmienią. . Jeżeli podatki odprowadza jedynie około 30 procent obywateli, reszta to dzieci, emeryci, ludzie na świadczeniach, księża, wojsko itd. itp. to ani po ani pis niczego nie wymyślą. A koflabulacja całkowicie zlikwiduje nieodpłatną służbę zdrowia. Ja nie mam pomysłu jak można utrzymać, a nawet zwiększać zakres świadczeń, przy jednoczesnym zmniejszaniu się ilości ludzi finansujących służbę zdrowia ze swoich podatków. Model USA mi nie odpowiada, tam bez pieniędzy nawet nie udzielą porady. Lecz to, że powinno się coś zmienić wiedzą wszyscy. Tylko nie wiem, czy zmieni się na lepsze.

Błąd:

Wynik:
Opinia została pomyślnie dodana.
Po przeprowadzeniu weryfikacji, jej treść zostanie udostępniona publicznie.

Trwa wysyłanie komentarza ...

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść.

* pola obowiązkowe