I tak minęło 35 lat na scenie! Rozmowa z Grzegorzem Poloczkiem

Czas czytania: 21 min.

Grzegorza Poloczka nie trzeba nikomu przedstawiać – kabareciarz, wokalista i satyryk w tym roku świętuje 35-lecie swojej estradowej kariery. Zapytaliśmy go o jej początki, wspomnienia związane z działalnością w kabarecie Rak, a także o czasy, gdy jeszcze pracował jako elektryk w Kopalni Pokój – zapraszamy do lektury!

M.Ś.: Jak to się stało, że elektryk z Kopalni Pokój trafił na estradę? Czy zawsze Pana ciągnęło do występowania na scenie?

G. Poloczek: Zawsze w szkole brałem udział w jakichś akademiach i występach. W szkole podstawowej mieliśmy nauczycielkę, która spowodowała, że nasza klasa stała się takim, można powiedzieć, zespołem dziecięco-artystycznym. Występowaliśmy na różnych akademiach, jeździliśmy po Domach Dziecka z występami, czasem sami robiliśmy sobie rekwizyty, stroje. Śpiewaliśmy, tańcowaliśmy. Jak była możliwość występowania, na konkursach za jakąś nagrodę, czekoladę czy batonik, to zawsze się tam pchałem. Później w liceum miałem kolegę, z którym żeśmy zawsze przygotowywali coś na akademię. Coś takiego w stylu kabaretu młodzieżowego, można powiedzieć.

Później, jak pracowałem w kopalni, to zorganizowałem taki bal elektryków w klubie Pulsar na Wirku i tam spotkałem się z ówczesnym składem kabaretu Rak. Kusiło mnie wejść na scenę, no i koledzy zaciągnęli mnie do tego kabaretu.

M.Ś.: Jak już o kabarecie Rak mowa – jak Pan wspomina tamten okres w swoim życiu?

G. Poloczek: To był fajny czas, bo wszystko się wtedy rozkręcało, zdobywaliśmy nagrody i pięliśmy się w górę. Mogłem współpracować z dobrymi kolegami, bo był i Krzysiu Hanke, Marian Makula, a później Krzysiu Respondek. Każdy miał swoją rolę w tym zespole, wszystko się ładnie zazębiało, każdy coś wnosił i uzupełnialiśmy się nawzajem.

M.Ś.: A jak Pan wspomina pracę na kopalni?

G. Poloczek: Dzięki temu, że byłem tym elektrykiem, zostałem artystą. Ponieważ tak jak wcześniej mówiłem, zacząłem organizować bal elektryków i tam spotkałem kabareciarzy i wchodziłem na scenę, już jako już dorosły człowiek posiadający rodzinę i dzieci. Kopalnię zawsze mile wspominam, miałem fajnych kolegów w pracy. Kopalnia uczy pokory, dyscypliny. Przeżywałem różne stresy, bo miałem bardzo odpowiedzialną pracę — pracowałem w soboty, niedziele czy święta. Byłem elektrykiem-automatykiem i miałem dużą odpowiedzialność pod sobą. Do pracy chodziłem bardzo zestresowany. Mimo tego miło wspominam ten okres. Dobrze, że mi się to zdarzyło w życiu, nigdy nie będę tego żałował.

Poza tym, to środowisko górników, to jest cudowne środowisko. To są świetni ludzie, wartościowi. Trochę żal, że to odchodzi, ale świat się zmienia, i to jest logiczne. Wszyscy się martwią, że kopalnie zamkną; jedni twierdzą, że trzeba wydobywać ten węgiel, ale ja nie wiem, czy ci, co tak twierdzą, szczególnie politycy, szykują swoje wnuki do pracy w kopalni. Mi się wydaje, że raczej nie.

Więc ja tu nie skupiam się na tym, czy węgiel zostanie zastąpiony energią słoneczną, czy wiatrową, czy wodną. Bardziej mnie będzie cieszyć to, że już żaden górnik nie zostanie przez to skrzywdzony, że za ileś lat ludzie nie będą musieli zjeżdżać 1000 metrów pod ziemię do pracy, bo to nie jest dla ludzi. W tej kwestii zdecydowanie wygramy. I o tym trzeba myśleć, trzeba szanować tych, którzy teraz w ten sposób pracują. Trzeba dbać o to, żeby im było dobrze, żeby oni materialnie nie stracili, żeby ich rodziny były zabezpieczone. Musimy dziękować, że byli tacy, co to robili, ale jak nie trzeba, to po co?

Mówię to w obronie górników, żeby docenić tę ciężką pracę. Fakty są takie, że świat się zmienia w każdej dziedzinie życia i trzeba być tego świadomym.

M.Ś.: Czy pamięta Pan swój pierwszy występ na scenie?

G. Poloczek: Oczywiście! To było w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Śpiewałem wtedy piosenkę na balu karnawałowym, miałem 7 lat.

M.Ś.: A pamięta Pan, jaka to była piosenka?

G. Poloczek: Tak! Nie pamiętam tytułu, ale tekst brzmiał tak: „Śnieg pada, śnieg pada, cieszcie się dzieci, tu płatek, tam płatek na ziemię leci. Ten kogut z podwórka zawadiaka, dziób podniósł do góry, skąd kasza taka?” Coś takiego. Pamiętam, bo nauczycielka, która była naszą wychowawczynią, Pani Felicja Janista, później po mężu Świątek, która potem jeszcze uczyła moje dzieci, pilnowała, żebyśmy się artystycznie rozwijali. Dbała o to, żebyśmy nie tylko uczyli się dobrze matematyki.

M.Ś.: W Pańskiej twórczości, tekstach piosenek, bardzo wyraźnie widać, że jest Pan związany i z Rudą Śląską i generalnie ze Śląskiem. Czy zgodziłby się Pan z takim stwierdzeniem, że właśnie Górny Śląsk ukształtował Pańską twórczość?

G. Poloczek: Jak się nie zgodzić? Tu się urodziłem i po prostu nawet nigdy o tym nie myślałem. Jak się rodzi i się żyje w danym miejscu, to człowiek jest taki jak ten region, z którego się wywodzi. To mnie ukształtowało, bo piszę o tym, co mnie otacza. A bardzo dużo piszę o takich wspomnieniach z dzieciństwa, bo właśnie dzieciństwo się najlepiej pamięta i miło się wspomina. Dzieciństwo jest beztroskie, wesołe, miłe, nie mamy problemów. Tylko rodzice się nami opiekują, a my żyjemy po prostu. To tak we mnie wrosło i tak siedzi do dzisiaj. Czasami myślę, że jestem takim malarzem muzycznym — malarz maluje obraz farbami i pędzlem, a ja go maluję za pomocą tekstów moich piosenek. Gdy piszę o czymś, to staram się to widzieć w mojej wyobraźni.

M.Ś.: Czy któraś z Pańskich piosenek jest Panu szczególnie bliska?

G. Poloczek: Są to różne piosenki. Można podzielić te piosenki na takie, które przyniosły mi rozgłos i takie, które ja bardzo lubię i wcale nie są aż tak medialne. Ja ostatnio bardzo lubię piosenkę “Ogień gaśnie”. Można powiedzieć, że jest teraz nieco “na czasie” bo widzimy, jak czasy związane z węglem, kopalnią, odchodzą w przeszłość. Ta piosenka jest chyba mi obecnie najbardziej bliska.

Napisałem nową piosenkę, jeszcze nikt jej nie słyszał i jestem ciekawy, jak ona się przyjmie. Też jest trochę o przemijaniu, ale również o tym, że jak się fajnie te swoje życie przeżyło, to potem niczego więcej się nie chce. Wtedy można wspominać i cieszyć się tym, co było.

Oprócz tego lubię też wszystkie te piosenki, które są związane z górnictwem. Czyli tam “Tam Kaj Stoi Stary Szyb” czy “Patronka Górników”, albo “Aż karbidka zgaśnie”. Ale muszę przyznać, że największą popularność przyniosła mi piosenka “Tamte Wino”, albo oryginalny chorwacki tytuł “Malinkonija”. Z tym, że tamta piosenka nie ma nic wspólnego z moją, bo ten tekst jest zupełnie inny. Więc ta piosenka jest najbardziej znana, bo gdzie nie przyjdę, gdzie się nie znajdę, nawet jak odbiorę telefon, to ciągle ktoś o niej wspomina. Są takie utwory, które przynoszą popularność. Nie spodziewałem się, że to się tak rozkręci!

M.Ś.: Jakby miał Pan podsumować te 35 lat już działalności na scenie w jednym zdaniu, jakby ono brzmiało?

G. Poloczek: Bajka. W jednym wyrazie mogę to podsumować. To taka moja bajka. A w kilku zdaniach to po prostu piękny okres, w którym poznałem dużo fajnych, ciekawych ludzi, bardzo znanych ludzi z telewizji, z pierwszych stron gazet. Niektórzy z nich zostali moimi kolegami, których znam bardzo dobrze, niektórych mniej. Z niektórymi tylko się witałem, a z niektórymi siedziałem i piłem kawę — albo piwo!

Kabaret to nie tylko sukcesy i pieniądze, ale to też właśnie poznawanie ludzi. Oprócz tego dzięki kabaretowi zacząłem grać w tenisa, chociaż kiedyś byłem koszykarzem i to był mój ulubiony sport. Później stał się nim tenis, już po czterdziestce.

M.Ś.: Jak chciałby Pan, żeby publiczność zapamiętała Pańską twórczość po latach?

G. Poloczek: Chciałbym, aby uznali, że to jest coś warte. Nie muszę być bardzo znany, osiągać wielkich sukcesów, tylko chciałbym, żeby ludzie mówili o tym, co robię, jako o czymś wartościowym. To jest chyba dla mnie największy sukces.

Jestem zadowolony ze swojej kariery, a widzę, że chyba jest dobrze, ponieważ na trasie z okazji 35-lecia praktycznie wszystkie pierwsze pięć koncertów jest wyprzedanych! Nawet u nas w Nowym Bytomiu po raz pierwszy sala będzie całkowicie wypełniona. Wszystkie, nawet boczne miejsca na balkonie, już nie można kupić biletów. To samo w Mysłowicach; w Rybniku, gdzie jest bardzo duża sala, w Teatrze Ziemi Rybnickiej jest przeszło 600 miejsc, wolnych zostało około 40. To jest nie do pomyślenia! Już grywałem tam w składach 10-osobowych, 7-mio czy 5-cio i nigdy nie mieliśmy aż tak pełnej sali. Co prawda występuję z Kasią Piowczyk i Mateuszem Szymczykiem, ale jestem sam na plakacie, a mimo wszystko bilety się sprzedały. To też o czymś świadczy. Ludzie nie idą na coś, co po prostu jest bezwartościowe. Ludzie kupują bilety w takiej ilości, no i to teraz im jestem starszy! Dla mnie jest nagrodą, to, że jestem już poza kabaretem Rak i praktycznie sam na scenie, a po tych 10 latach tej „samotności” te sukcesy są coraz większe, co mnie bardzo cieszy.

M.Ś.: Ma Pan jakieś wspomnienie z tych 35 lat działalności na scenie, które szczególnie zapadło Panu w pamięć? Coś, do czego Pan chętnie wraca?

G. Poloczek: Zawsze miło wspominam czasy, kiedy byliśmy doceniani przez Kabaret pod Egidą czy przez Kabaret Elita, kiedy nas zapraszali na swoich programów, do radia czy do telewizji. To były takie autorytety, które nas oceniały i doceniały. Świetnie wspominam też biesiady piosenek z orkiestrą Zbigniewa Górnego, we współpracy z Krzysztofem Jaślarem, jednym z byłych twórców kabaretu Tey.

M.Ś.: Co przekazałby Pan osobom, które zastanawiają się nad tym, żeby zacząć próbować swoich sił w kabarecie, na scenie? Jaką miałby Pan dla nich radę?

G. Poloczek: Próbować. Jak ktoś czuje, że ma w sobie talent, to trzeba próbować. Tylko czasami sam talent nie wystarczy. Nie każdy, kto ma talent, osiągnie cokolwiek. Bo jak jeszcze oprócz tego ma inne wady, one mogą nie pozwolić na zostanie artystą. A jak będzie miał talent, a do tego będzie w miarę dobrze wychowany, zdyscyplinowany, będzie miał trochę pokory i dobry kontakt z ludźmi, to sukces powinien odnieść. Nie jest to proste, ale radzę próbować. Jak się nie próbuje, to się nie wie.

Trzeba naprawdę tego chcieć. Bez próby nie ma sukcesu.

M.Ś.: Czy chciałby Pan przekazać coś naszym czytelnikom?

G. Poloczek: Zapraszam wszystkich na koncerty — w przypadku niektórych, jak w Nowym Bytomiu, sala jest już pełna, to zapraszam w październiku! Być może za rok znowu w styczniu spotkamy się w Nowym Bytomiu i tak się to będzie kręcić.

A jak ktoś nie załapał się na miejsce w Nowym Bytomiu teraz, a chce w najbliższym czasie przyjść na koncert, to 12 marca odbędzie się w Chorzowie, w Chorzowskim Centrum Kultury, tam jeszcze są bilety na dzień dzisiejszy. Nie wiem, jak będzie jutro!

Wszystkich pozdrawiam i dziękuję tym, którzy pierwszy raz przyjdą na mój występ, po latach się zdecydowali. Zawsze jestem stremowany, zawsze się przejmuję i staram, aby wszystko wyszło jak najlepiej.

Sobie życzę zdrowia — jak zdrowie będzie, to wszystko uda się ogarnąć.

Bardzo dziękuję za rozmowę!


Koncert z okazji 35-lecia kariery kabaretowej Grzegorza Poloczka odbędzie się w piątek, 23 stycznia w Śląskim Centrum Impresaryjnym w Nowym Bytomiu. Bilety są już całkowicie wyprzedane! Jeżeli chcesz być na bieżąco z kolejnymi koncertami artysty – koniecznie śledź facebookowy profil Grzegorza Poloczka!

Zapraszamy do lektury innych wywiadów na naszym portalu:

Dodaj komentarz

Błąd:

Wynik:
Opinia została pomyślnie dodana.
Po przeprowadzeniu weryfikacji, jej treść zostanie udostępniona publicznie.

Trwa wysyłanie komentarza ...

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść.

* pola obowiązkowe