GORĄCY TEMAT Ruda Śląska: Szpital Miejski włącza się do ogólnopolskiego protestu szpitali powiatowych
Dziś rozpoczęła się akcja protestacyjna Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Do akcji włączył się także Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej.
Szpitale powiatowe walczą o przetrwanie
We wtorek 3 marca o godz. 12:00 przed Ministerstwem Zdrowia rozpoczął się protest przedstawicieli środowiska szpitali powiatowych. Protest odbywa się pod hasłem „Szpitale powiatowe nie chcą umierać na kolanach” a jego powodem jest stale pogarszająca się sytuacja finansowa placówek.
Celem protestu jest zwrócenie uwagi między innymi na nieuregulowane nadwykonania czy niedoszacowane wyceny świadczeń.
– Zdaniem przedstawicieli szpitali bez systemowych decyzji dotyczących finansowania ochrony zdrowia sytuacja będzie się pogłębiać, a konsekwencje odczują przede wszystkim pacjenci – w postaci zamykanych oddziałów i ograniczonego dostępu do świadczeń – czytamy w komunikacie Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
Jakie są postulaty protestujących?
OZPSP przedstawił sześć głównych postulatów. Oto czego żądają szpitale:
- zapłata za udzielone pacjentom w 2025 r. świadczenia medyczne zarówno limitowane, jak i nielimitowane oraz wprowadzenia od 1 kwietnia br. miesięcznych płatności za wszystkie udzielane pacjentom świadczenia nielimitowane
- zapewnienie wyodrębnionego, pełnego, przejrzystego i trwałego finansowania skutków wzrostu wynagrodzeń z budżetu państwa dla wszystkich pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, niezależnie od formy ich zatrudnienia
- zaprzestanie działań prowadzących do obniżania przychodów i rentowności szpitali powiatowych, w tym likwidacji bądź obniżenia współczynników korygujących 1,07 i 1,06
- urealnienie wycen świadczeń lub wprowadzenie niewliczanych w procedury nowych wskaźników dla szpitali powiatowych I, II i III poziomu do czasu wdrożenia nowej, kompleksowej wyceny świadczeń zdrowotnych opartej na rzeczywistych kosztach udzielanych świadczeń
- przywrócenie odrębnego finansowania podwyższonego standardu żywienia dla pacjentów z coroczną waloryzacją stawki żywieniowej o wskaźnik inflacji, ze stawką wyjściową na poziomie minimum 28 zł/osobodzień z wyrównaniem od 1 stycznia 2026 r.
- zwiększenie od 1 kwietnia br. kontraktów podmiotom, którym pomimo 100 proc. realizacji w 2025 r. NFZ zaproponował ich obniżenie na 2026 r.
Przedstawione postulaty mają nie tylko zadbać o spokojną przyszłość szpitali powiatowych, ale także korzystających z ich usług pacjentów.























Komentarze (2) DODAJ
Lekarze na kontraktach zarabiają 30-40 tyś. (lub więcej w niektórych przypadkach) w przeliczeniu na etat,
a 200-250 zł za 1 godz.
Na umowę o pracę ustawowe minimum ok.10-13 tyś./etat, zależy specjalista czy nie i najczęściej na tych drugich opiera się zwykły szpital i nimi orają dyrektorzy, ponieważ kontraktowcy mają przeróżne wyłączenia w umowach.
I te pensje nie wyższe obowiązują w dużej części szpitali, dyrektorzy b.niechętnie zgadzają się na więcej,
czasem nawet zwalniają etatowców jeśli mają możliwość przy próbach negocjowania wyższej stawki. Dzięki temu mogą się wykazać "oszczędnością" choć zarazem stale podnoszą stawki kontraktów.
Niestety obecnie 2 grupa ma mieć wg pomysłów dyrektorów i rządu zawieszone ustawowe podwyżki a właściwie mieć zawieszoną rewaloryzację wynagrodzeń. Dodatkowo są oskarżani bezczelnie o zubażanie, nawet okradanie z funduszy na leczenie, a jak łatwo zauważyć 1 kontraktowiec kosztuje tyle co 3-4 etatowców.
Cisza natomiast jak makiem zasiał panuje w temacie obniżek wysokości kontraktów, czyli ci który większość pracy wykonują i znacznie mniej zarabiają, mają jeszcze mniej zarabiać - po to aby 1 grupie utrzymać poziom wynagrodzenia - pod pozorem że kontraktowcy są nie do zastąpienia, jakby w grupie 2 nie pracowali specjaliści wykonujący dokładnie tak samo odpowiedzialne zadania.
Na koniec - za przepaść między zarobkami obu grup odpowiadają władze każdego szczebla do rządów włącznie, nie lekarze. Podobnie w innych grupach zawodów medycznych. Oto dlaczego:
Ponad 20 lat temu po wprowadzeniu kas chorych zaczęto lekarzy zmuszać do kontraktów, często masowo, dla oszczędności.
Gdy lekarze odnaleźli się w nowej sytuacji uzyskując lepsze wynagrodzenia
nagle obłudnie oskarża się ich o zapaść lecznictwa. Skorzystali tylko z szansy skoro nie pozwolono im zarabiać lepiej na jasnych i jawnych zasadach (etat).
I każdy chce zarabiać więcej - prawda? Tak więc odpowiedzialni są na pewno nie lekarze ani żadna dowolna grupa pracowników medycznych. Szukajcie winnych we władzach.